RSS
czwartek, 01 grudnia 2005
Mieczysław Piotrowski "Złoty robak"
    - Ludzie. Tłum. Ale... Naprawdę jest to garstka... U szczytu myślącego świata stoi kilku ludzi. Nie, nie, nie ci, którzy rządzą. Mówię o tych, którzy myślą. Jest to garstka, a krok dalej czarna otchłań. I tak płyną czasy. Ulicą płynie rzeka. Lecz to nie to, myślę o tych kilku. Gdyby tak pójść i odwiedzić każdego z tych kilku w domu, spojrzeć i stwierdzić, na co są chorzy i jak smutni, bezradni, przygięci w obliczeniach, ile im jeszcze zostało, można by sie powieśić na ostatnich z odwiedzanych schodów. 
23:32, belakiss
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 listopada 2005
Mieczysław Piotrowski "Złoty robak"
Krótko mówiąc, sam chciałbym poznać kogoś takiego, jak ja, intelektualnie rozwścieczonego. Gotowego do bezwzględnej dyskusji. A ludzie się tego boją, dziwią, uśmiechają wyrozumiale. Chcą ratować swą wyższość, letnich, nijakich, umiarkowanych. Wydaje im się, że tym czcigodnym spokojem Pana Boga złapali za nogi. Tymczasem trzeba łapać nieco wyżej. I nieco mocniej.
21:38, belakiss
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 listopada 2005
Władysław Dowbor "Ekonomia rodziny"
Aktualizując słynny raport Kinseya sprzed pięćdziesięciu lat, kiedy to przeprowadzono pierwsze szeroko zakrojone badania dotyczące zachowań seksualnych ludności USA, okazało się, że dziś uprawia się seks nieporównanie rzadziej niż pół wieku temu.
12:25, belakiss
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 listopada 2005
Mieczysław Piotrowski "Plecami przy ścianie"
    - Czy panu wspomniałem?
    Idąc podprowadzał Ferdynanda w stronę barierki. Nawet przyspieszał kroku.
    - O czym?
    - O pewnej sytuacji. Niekiedy przychodzi mi na myśl... Zapalimy? - Wyjął paczkę "Sportów" i zapałki. Na długość jednego papierosa. - Dotyczy ostatecznej granicy. Nazywam, tę sytuację, nazywam ją:  p l e c a m i  p r z y  ś c i a n i e. To zabawne? - Obejrzał się na budkę, kupowano tam jeszcze bilety.
    - Lubi pan teoretyzować?
    - Na temat granicy ludzkiej wytrzymałości, o tak!
    - To poważne.
    - Jedna z niebezpieczniejszych sytuacji, która tak łatwo uchodzi zakwalifikowaniu. Proszę pomyśleć, jest taka rzecz i zdarza się częściej, niżby przypuszczać, zdarza się, że ktoś atakowany siłą bezwładu, zmuszony, zaczyna się cofać. I cofa się, krok za krokiem, aż nagle dotyka plecami ściany.
     Ferdynand przystanął, oparł się łokciem o żebrowany słupek nadwodny.
    - Pan nie słucha? - Sędzia także przystanął.
    - Słucham. Z największą przyjemnością.
    - Nic w tym przyjemnego.
    Słowa polatywały w nadrzecznym wiaterku, wiatr obcinał im końcówki. Było duszno i ciężko. Do głośnika nadbrzeżnego dołączył się głośnik z pokładu. Odezwała się piosenka. Sędzia otarł pot z czoła.
    Piosenka - kroplami wyciśniętymi z cynowej tubki stężonego błękitu pruskiego... Zafarbowała wodę. Łyżeczką deserową zasłodziła niebo. Lepkimi słowami jak muchy... Juan...
    Wilga już przedtem w niej nie gustował.
    Pomyślana, ukazała się z daleka - w perspektywie ulicy. Sędzia jej nie dostrzegł. Biegła.
    Biegła w tę tutaj stronę.
    Była już zupełnie blisko. Sędzia nie widział.
    - Więc powiem panu do końca, tak jak ja to oceniam.
    - To znaczy: przy ścianie?
    Nudziarstwo chwyta muchy w powietrzu za włosy i strąca martwę na ziemię. Jest głuche. Nudziarz - wypływa taki łódką na bezbrzeżny zalew i kładzie wiosło w poprzek kolan...
    - Jest to sprawa przemocy. I determinacji atakowanego. Jedna z najwznioślejszych spraw. Atakującym może być ktoś, kto i tak wie, że przeciwnik uklęknie. Musi być w tym czelność i odwaga atakującego... Atakowany patrzy atakującemu w oczy i ustępuje. Wie, co ma za sobą. Jest tego coraz bliżej. Aż wreszcie dotyka tej ostatecznej granicy. Stoi plecami przy ścianie. Co może dalej? Co może uczynić więcej? Zbity, zmaltretowany, poniżony, w sytuacji bez wyjścia. Co może?
    Słupek uginał się i zaczął obracać pod naciskiem łokcia.
    - Odwrócić się w stronę ściany - powiedział Ferdynand.
    - Nie! - uciął Sędzia. Nie był zadowolony z tej przytomności i wtrętu - ... A wie pan, nie przyszło mi to na myśl... Ale, nie! Jest mu w tej chwili  w s z y s t k o  j e d n o. Czy pan rozumie? Czy pan wie, co to znaczy:  w s z y s t k o  j e d n o?
    - Postaram się, i przyjmuję to od pana na pamiątkę naszego spotkania.
15:52, belakiss
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 listopada 2005
Roman Jaworski "Historje manjaków"
Łanom, skoszonym przez grady zawistne -
uschłym tujom i grabom w opuszczonym parku -
i wam, nikłe zajączki, które porwał lotny jastrząb -
okocopconym kurnikom głupiej, ludzkiej nędzu -
bez chrztu pomazania zmarłym niemowlętom -
i tobie, pijany wisielcze, co dyndasz wsród jagód wiśni-krasawicy -
i tobie szpetna dziewko, co cuchniesz na rogu ulicy, gdy zegary zwiastują godziny miłosne -
psino, piesku sparszywaiły wśród bliżnich litości, i tobie, a jakże, i tobie -
i przyjaciołom twoim, na których dobre, czułe ręce toczysz pianę wściekłą -
wyklętym szaleńcom, co trupią główką w butonierce mierzwią radość koncertowej tłuszczy -
wszelkiej nieprawości, która się mnoży i mrowiem gryzącym obsiada brzuchy, od cnoty wydęte nadmiernie -
ściekom zaułków, co kałem toczą łezki kryjome bankrutów -
kirkutom, z którcyh trąd na miasto idzie -
pożogom, które się czają, by zacność w łożu chrapiącą udusić
marzeniom, w których zaraza się lęgnie -
onym czuciom, które złość budzi -
my, stały oddział zgranych w życiowej zabawie, ale prawdziwych Chrystusa żołdaków, z serc smutkiem przepełnionych, pod wieczór, przed spaniem czułem ślemy pozdrowienie. 
17:34, belakiss
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 października 2005
Z listu Philipa Larkina do Kingsleya Amisa
"Cały ten interes z seksem*" denerwuje mnie. Jeśli o mnie chodzi, wszsytkie kobiety to durne istoty. Co więcej, sądzę, że małżeństwo jest instytucją przyprawiającą człowieka o mdłości, chybe że obie storny mają dość szmalu, aby trzymać się od siebie z daleka - wyobraź sobie, że dzielisz sypialnię z jakąś zwiotczałą staruchą.
Nie, proszę pana. Samotne kawalerskie życie, urozmaicone sodomią i opartym wyłącznie na pieniądzach cudzołóstwem, wydaje się bardziej odpowiednie. Nie chcę jednak być starym zrzędą. Wiem doskonale, że kiedyś się ożenię. Elizabeth wydaję się cudowna, szczerze. Wiem, że taka nie jest.

*Wielebny McDupa, cytat z wystąpienia na konferencji metodystów. (przyp. autora)

15:37, belakiss
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 października 2005
E. L. Doctorow "Żywoty poetów"
Przyjechały moje szafki na książki, bardzo cenna pociecha.
Niech to diabli, okazały się nie złożone. Życzę mizantropowi, który wymyślił Zrób To Sam, żeby pływał w gównie w najgłębszej otchłani piekieł. Niech to robi sam po wieki wieków, mam stłuczony kciuk i odłamki metalu w delikatnych miejscach na dłoniach. Made in Yugoslavia... Mój przyjaciel Tasich pochodzi z Dubrownika, jak tylko go zobaczę, kopnę go w tyłek.
10:49, belakiss
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 października 2005
E. L. Doctorow "Żywoty poetów"
Czasami przyglądam się sobie, powiedział raz Freddy, i myślę, że mam dużego. Kiedy indziej znów nie wiem, wydaje mi się mały.
19:03, belakiss
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 września 2005
wspomina Czesław Miłosz
Wilno tym między innymi różniło się do Warszawy, że nie było tam środowiska gejów, natomiast w Warszawie istniało i niemal utożsamiało się ze środowiskiem literackoartystycznym. Byłem ładnym chłopcem i kiedy tam trafiłem, uważano mnie, ze zwykłym w tych kołach prozelityzmem, za swojego, tyle że nie uświadomionego i nie chcącego się przyznać się do tej skłonności. Kto zresztą tej skłonności nie ma. 
22:08, belakiss
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 września 2005
z listów Jóżefa Rajnfelda do Jarosława Iwaszkiewicza
Jestem poza tym zmęczony miastem, gorącem, i marzę o spotkaniu jakiegoś wreszcie heteroseksualisty.
18:13, belakiss
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5